Skończyć ze „świętem” 1 maja

Zbliża się dzień, w którym wychowankowie wrogiej nam, socjal — komunistycznej doktryny wyciągają na ulice miast masy obałamuconych robotników, wciskają im w ręce płachty i transparenty, ziejące hasłami nienawiści do własnego narodu, Kościoła i religii, a wzywające w myśl interesów obcych do „międzynarodowej solidarności proletariatu” i do rozbijania tym sposobem spoistości i zwartości poszczególnych narodów.

W tym roku majufes pierwszomajowy przypada w Polsce w okresie wyjątkowej sytuacji politycznej; w czasie sytuacji, która wymaga bezwzględnego zwarcia i skoncentrowania sił narodowych. W takiej chwili wyciąganie pięści nienawiści i wznoszenie haseł wrogich uczuciom narodowym jest zbrodnią przeciw narodowi i przeciw sile obronnej państwa.

Ongi prawdę tę zrozumiała we Francji Generalna Konfederacja Pracy, naczelna organizacja robotnicza francuska, która postanowiła, że w danym roku robotnicy nie powstrzymają się od pracy w dniu 1 maja. Był to od wielu lat pierwszy wypadek, w którym organizacje robotnicze francuskie z własnej inicjatywy zrezygnowały z zawieszenia w tym dniu pracy. Uchwała umotywowana była sytuacją międzynarodową, wymagającą niezaprzestawania nawet na chwilę pracy w celu zwiększenia możności obronnych Francji.

Ongiś podobną uchwałę powzięło u nas prezydium Związku, Związków Zawodowych (organizacja Moraczewskiego), lecz później uchwałę zmieniono w kierunku punktu widzenia socjalistów. Natomiast PPS i jej Klasowe Związki Zawodowe postanowiły tylko robotników pracujących w przemyśle wojennym zwolnić od obowiązku wstrzymania się od pracy 1 maja. Inni muszą „świętować”. Socjaliści byli więc zdania, że wystarczy powstrzymać się od szerzenia anarchii w przemyśle wojennym. Gdzie indziej można, ich zdaniem wprowadzać zamieszanie i dezorganizację.

To stanowisko socjalistów nie jest dla nikogo niespodzianką. Są oni bowiem od dawna tylko wykonawcami największych burzycieli ładu społecznego — masonerii. Jest to tylko, jeden powód więcej, by znieść zupełnie to „święto”, które w rzeczywistości jest dniem propagandy komunistycznej, a w Polsce stało się wielkim świętem skomunizowanego lewactwa i nieuświadomionych polskich robotników, używanych przez europejskie lewactwo do ich celów.

Trzeba w końcu powiedzieć wyraźnie: nie ma żadnego „święta” 1 maja. Jest tylko organizowana w masońskim interesie i za masońskie pieniądze manifestacja antynarodowa, manifestacja obcych żywiołów nienawidzących Polski, Kościoła, narodu polskiego i jego armii.

Nie ma żadnej „międzynarodowej solidarności proletariatu”, gdyż jest ona jedynie solidarnością z międzynarodowym komunizmem i z międzynarodowym lewactwem. Jest natomiast solidarność narodowa, solidarność wszystkich warstw jednego narodu w walce z wrogami tego narodu, zarówno zewnętrznymi, jak i wewnętrznymi. Ta solidarność narodowa wyklucza możliwość łączenia się z kimkolwiek, kto przeciw narodowi walczy.

„Solidarność międzynarodowa” jest kłamstwem. Jest nim, tym bardziej że nazywa się solidarnością „proletariatu”, gdy w rzeczywistości jest właśnie solidarnością kapitału masońskiego, posługującego się dla swych, wcale nie „proletariackich” celów „proletariackimi” hasłami.

Widzieliśmy na ulicach naszych miast gromady obcych entuzjastów „polskiego” socjalizmu. Widywaliśmy dotychczas zaciśnięte nienawistne pięści i słyszeliśmy okrzyki „Precz z Polską!”, „Precz z armią!”, „Precz z Kościołem!”.

Jeśli kiedy, to właśnie dziś z racji sytuacji międzynarodowej i wewnętrznej w naszej Ojczyźnie nie wolno nam tolerować podobnej propagandy, podobnie jak nie tolerujemy antypolskiej propagandy Ukraińców w Polsce.

Majufes pierwszomajowy musi się skończyć w Polsce.

*

Jak widać, premier Mateusz Morawiecki nie zabronił socjalistom w tym roku obchodów pierwszomajowych pod gołym niebem, co ze względu na sytuację międzynarodową, jak i wewnętrzną w Polsce, byłoby bardzo pożądane.

Czołem Wielkiej Polsce!